niedziela, 8 stycznia 2017

Rozdział 1

Dziś 31 października 1997r.


-Nie zgadzam się! Trzeba dodać piołun przed nogami żuka, w przeciwnym razie całość będzie niestabilna.-broniła swoich racji brązowooka dziewczyna.

-Głupoty gadasz Granger,  słuchaj się ślizgona,  który jest ulubieńcem samego mistrza eliksirów.-sprzeczał się czarnowłosy chłopak.

-Nie denerwuj mnie Zabini! Gdybym była w Slyterinie, to ja byłabym ulubienicą Snape'a !

-Gadaj co chcesz Gryfonko.  Jak chcesz to możemy zapytać o zdanie nietoperza.-uśmiechnął się szyderczo Blaise.

-Nie mam zamiaru go prosić o opinię, bo byłby nieobiektywny.

-Po prostu się boisz, że nie masz racji.

-Jestem Gryfonką, my niczego się nie boimy.

-Hermiona! -oboje usłyszeli głos Złotego chłopca, a po chwili również go zobaczyli. Brunetka przywitała przyjaciela uściskiem oraz pocałunkiem w policzek.

-Potter! Gdzieś ty zgubił swoje okulary?!- zapytał zdumiony Zabini.

-Pewna bardzo mądra dziewczyna pokazała mi taki mugolski wynalazek, nazywany soczewkami kontaktowymi, są niewidoczne i lepiej się w nich czuję. Przynajmniej nie zniszczą się podczas walki jak to było ze szkłami.- wyszczerzył się Gryfon radośnie.

         Cała trójka rozmawiała  właśnie o zbliżającym się sprawdzianie z transmutacji, kiedy podszedł do nich pierwszoroczny.

-Panie Potter, dyrektor prosi do swojego gabinetu razem z panną Granger. - powiedział,  po czym szybko odszedł. 

          Zdziwiona dwójka przyjaciół pożegnała się z Blaisem i ruszyli na spotkanie z Dumbledorem. Dochodząc do kamiennego gargulca uświadomili sobie, że nie znają hasła, więc kilka minut głosili się nad tym.  Nagle za plecami usłyszeli głos Naczelnego Postrachu Hogwartu.

-Pan Potter i panna Granger, niezmiernie miło mi państwa widzieć. Dyrektor zapewne na nas czeka. - powiedział i rzucił hasło, po czym złapał dwójkę uczniów za kaptury szat i pociągnął ich za sobą.

-Och Severusie, właśnie na was czekałem.  Cytrynowego dropsa?

-Daj spokój Albusie, lepiej zajmijmy się tym, po co się tu zebraliśmy, a więc Czarny Pan ... -zaczął mężczyzna, ale właśnie w tym momencie do gabinetu wpadła zdyszana profesor McGonagall.

-Przepraszam panowie, śpieszyłam się jak mogłam. Nic ci nie jest Sev? - zapytała kobieta, siadając obok Mistrza Eliksirów i kładąc mu rękę na ramieniu.


- Wszystko ze mną w porządku Minerwo. - odezwał się zapytany, dając nacisk na imię nauczycielki. - Jednakże byłbym wdzięczny, gdyby dwójka Gryfonów w końcu usiadła, bo mam ważne wieści. Czarny Pan jest coraz bliżej odkrycia obecnej tożsamości Tej Którą Ukryto szesnaście lat temu. - kontynuował, gdy wspomniane osoby usiadły.


-Ale to niemożliwe! Nałożyliśmy najmocniejsze zaklęcia ochronne jakie znalazłam rasem z Ja ... - urwała, gdy otrzymała mordercze spojrzenie czarnych oczu.


-Minęło tyle lat moja droga, żadne zaklęcia nie są wieczne zwłaszcza, gdy jedna z osób rzucających je zginęła. -rzekł dyrektor, po czym jeszcze bardziej spoważniał - Sądzę, że to jeszcze nie koniec złych wieści?


-Powinniśmy powiadomić o sprawie Harry'ego i jego przyjaciółkę. W końcu to wszystko dotyczy bezpośrednio ich.

-Pan wypowiedział moje imię. - wyrwało się chłopcu, który od razu zalał się krwistoczerwonym rumieńcem, pod wpływem wzroku obecnych.


-Harry! - upomniała go i szturchnęła łokciem w bok panna Granger.


-Spokojnie Hermiono. Myślę, że to dobry pomysł moi drodzy. Które z was chciałoby o wszystkim opowiedzieć? - zapytał Dumbledore, spoglądając na profesorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz